„Świadectwo”

 

     Szczęść Boże wszystkim !

O możliwości wyjazdu do Włoch na Europejskie Spotkanie Młodzieży, dowiedziałam się podczas ostatnich Diecezjalnych Dni Młodzieży. Msza oraz adoracja Najświętszego Sakramentu odbyły się w kościele św. Wojciecha w Kielcach. Bardzo przeżyłam tamtą modlitwę, w sposób wyjątkowy poczułam Boga. A kiedy ksiądz powiedział wtedy o spotkaniach Taize (o których wcześniej nie słyszałam) i o możliwości szczególnej modlitwy w Rzymie, poczułam wielką chęć, pragnienie by wziąć w tym udział i tam się znaleźć. Pomodliłam się od razu w tej intencji i miałam przeczucie, że będzie dobrze i może jednak się uda.

     Po kilku spotkaniach organizacyjnych, w sprawie wyjazdu, które kończyły się modlitwą w duchu Taize … nareszcie nadszedł ten wyczekiwany dzień.

     28 grudnia o godzinie 4:00 wyjechaliśmy z Kielc. Podróż minęła spokojnie i bezpiecznie, z pewnością dzięki czuwaniu św. Krzysztofa. Odmawialiśmy modlitwy, śpiewaliśmy, spaliśmy, ale także uczyliśmy się kanonów Taize, które muszę przyznać na „pierwszy rzut [ucha] „ J nie były dla mnie zbyt ciekawe.

     Na dłuższy postój zatrzymaliśmy się w Austrii, nie daleko Wiednia.

Dzięki znajomością naszego księdza mogliśmy wziąć udział we Mszy Świętej, a następnie udać się na ciepły i smaczny obiad.

     Następna wysiadka była już w Rzymie. Miasto przywitało nas słońcem, bezchmurnym niebem, ciepłą pogodą nie pasującą nic a nic do daty w kalendarzu. Przez kolejne kilka godzin dążyliśmy powoli do wyznaczonego celu, jakim było miejsce zakwaterowania. Nasza 9-osobowa grupa została przydzielona do parafii pw. Jezusa Dobrego Pasterza (Gesu Buon Pastore)

oraz na nocleg do szkoły św. Anny. Pozostałe grupy również zostały poprzedzielane do pobliskich parafii.

     Zauważyłam, że ten opis jest już bliski formie pamiętnika lub bardziej dziennika. Opisywanie każdego dnia po kolei, zajęłoby jeszcze dużo, dużo miejsca, i choć bym chciała to i tak nie o to chodzi. To ma być bardziej świadectwo, dlatego skupię się na przeżyciach duchowych i emocjonalnych.

     Dzięki codziennej modlitwie i mszach, bardziej pojęłam sens tego wyjazdu. To nie tylko wycieczka krajoznawcza, lecz przede wszystkim pielgrzymka i to pielgrzymka zaufania.

       Kanony, których wcześniej logiki nie rozumiałam, teraz po prostu pokochałam ! To powtarzanie w kółko trzech czy czterech wersów nie jest puste, to ma sens. Im dłużej i bardziej zagłębiałam się w tekst i w lekkość i harmonię tych melodii – tym bardziej czułam obecność Boga. Dodatkowo pogłębiało to uczucie przebywanie w ogromnych bazylikach, wypełnionych ludźmi w podobnym do mnie wieku, prawdopodobnie tak jak ja szukających swojej drogi, swojego powołania.

     Pieśni to jedno, a Cisza to drugie …

Cisza trwająca około 15 minut, nawet dokładnie nie wiem, ale potrafiła w całości pochłonąć. Zmuszała do zatrzymania się i refleksji. Ja odnalazłam w tej ciszy spokój i jedność, ale w szczególności Boga – bo przecież najgłośniej Bóg przemawia w ciszy. Żeby to zrozumieć, polecam wszystkim którzy jeszcze nie byli, wybrać się na spotkanie Taize i przeżyć to osobiście, na własnej skórze, choć tu lepiej pasuje - we własnym sercu.

     Co jeszcze zapamiętałam bardzo dobrze ?

Oczywiście spotkanie z papieżem Benedyktem XVI. To było wyjątkowe przeżycie. Całym sercem i wtedy i teraz też dziękuję Bogu, że dał mi tą możliwość, samego wyjazdu i właśnie tej wspólnej modlitwy z Ojcem Świętym.

Widok tak wielu młodych na placu św. Piotra, stojących i modlących się, uśmiechniętych mimo wieczornego zimna, zapalił we mnie nadzieję i wiarę w to, że nie jest jeszcze tak źle na tym świecie. Jest młodzież, która wie czego szuka, wie komu ma ufać, kogo prosić o pomoc i komu ma dziękować. Ci ludzie nie przyjechali tam na włoskiego sylwestra, jak niektórzy mogą sądzić. Oni prawdziwie chcieli wziąć udział w Pielgrzymce Zaufania.

     I w tym miejscu mogę przejść do następnej rzeczy, a mianowicie nawiązaniu nowych znajomości J Poznałam mnóstwo cudownych ludzi, życzliwych i otwartych. Wielu obcokrajowców, z którymi na szczęście mogę utrzymywać kontakt i korespondować, jak i Polaków poznanych to tu to tam. Trzeba przyznać nie mało rodaków było w Rzymie J

Wspólne spotkania w grupach, śpiewy w chórze, jedzenie śniadań i obiadów bardzo integrują. A już szczególnie mogliśmy się zapoznać w czasie naszego sylwestra i święta narodów. Nie spodziewałam się, aż tak udanej zabawy !

Jednak wszystko co dobre, musi się skończyć (przynajmniej na tym świecie). Równie szybko jak sylwestrowa noc minął cały wyjazd.

     Cieszę się, że mój pierwszy wyjazd z Taize był właśnie w Rzymie. Nie wspomniałam, że miałam możliwość wejść po Świetych Schodach ( w których były relikwiami ziemi i schodów, którymi Jezus szedł do Piłata), oprócz tego zobaczyć katakumby św. Agnieszki i modlić się w Bazylice św. Piotra przy grobie Jana Pawła II. Zwiedziłam wszystkie kościoły i bazyliki napotkane podczas codziennej drogi.

     Ciężko było duszy opuścić Rzym, ale „na deser” w drodze powrotnej do Polski, zatrzymaliśmy się na 1 dzień w Asyżu. Już na początku mogę przytoczyć słowa, któregoś z naszych księży – „Zobaczyć Asyż i umrzeć”. Tak to wyjątkowe miejsce. Znając historię św. Franciszka i św. Klary, i mając świadomość, że chodzimy ich drogami, chyba nie było osoby nie wzruszonej tym faktem. Każdy element tego miasta dawał mi spokój i uśmiech. Począwszy od wiekowych, lecz nie zniszczonych murów, wąskich kamiennych uliczek przez najważniejsze kościoły Asyżu, grób św. Franciszka, dom św. Klary, aż do drzewek oliwnych, soczystej zieleni traw łączącą się z czerwienią i złotem zachodzącego słońca – wszystko w Asyżu bardzo mi się podobało.

     Wszyscy szczęśliwie wróciliśmy do domów. Mam nadzieję, że tak jak postanowiłam, będę starała się znaleźć ducha Taize, ducha tej miłości i ciszy również tutaj, w codziennym życiu, w szkole, w domu czy na mieście.

 

„Szukajcie a znajdziecie

Proście, a będzie wam dane „

Mt 7, 7-12

 

… a przecież JA „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”

Flp 4,13

 

Kasia Kaczmarczyk