Mam na imię Julia, w te wakacje przeżywałam rekolekcje II ˚ ONŻ. Był to dla mnie czas doświadczenia Boga jako Tego, który pomaga stanąć w prawdzie o sobie, poznać własne słabości, po to żeby pokazać, że tylko w Nim jest moja moc i że tylko On potrafi mnie z nich wyzwolić jeśli tylko Mu ZAUFAM.

Pewnego dnia rekolekcji ,w czasie wycieczki na Łysicę (droga prowadziła przez las) zraniłam sobie nogę i poprosiłam kolegę aby mi ją opatrzył i przemył ranę. Zostaliśmy na końcu grupy, a gdy chcieliśmy ruszać w dalszą drogę przed nami nie było już nikogo, nie wiedzieliśmy w którą stronę iść, nie było widać żadnej ścieżki.  Od razu zrozumiałam, że się zgubiliśmy i zaczęłam panikować, dodatkowo nie pocieszał mnie fakt że w tym lesie prawie nie było zasięgu i kontakt z resztą grupy był utrudniony. Postanowiliśmy poszukać ścieżki na własną rękę. Jak się potem okazało chodziliśmy po lesie ponad 2 godziny. Dla mnie najgorsze było to, że wyszła na jaw moja słabość. Zawsze myślałam, że moja wiara i ufność są na tyle mocne, ze w trudnych doświadczeniach nie stracę nadziei i przede wszystkim pozostawię wszystko Panu, a nie będę liczyć na własne siły. Było całkiem odwrotnie. W pewnym momencie powiedziałam głośno, że ja dalej nie idę, mogę tu nawet umrzeć, ale nie widzę sensu dalszej wędrówki. Ciężko jest przestać się oszukiwać i przyznać do tego, że chociaż moja wiara ciągle jest wzmacniana przez różne rekolekcje, modlitwę osobistą, przysłowiowy „kontakt z Bogiem” to brakuje jej podstawy- zaufania Bogu. Chociaż zmierzenie się z własną marnością powoduje cierpienie to na samym cierpieniu się nie kończy. Zrozumiałam, że jeśli Bóg wskazuje ciemność to po to, żeby On mógł zajaśnieć. Gdy tak siedziałam zupełnie bez nadziei na poprawę , dopiero wtedy sięgnęłam po to co zawsze jest sprawdzoną bronią, a co sprawia, że nie mogę opierać się na własnych siłach. Tą bronią była modlitwa. Po odmówieniu Koronki do Miłosierdzia Bożego w intencji odnalezienia drogi, poszliśmy w dowolnie wybranym kierunku, ale już po 5 minutach okazało się, że wyszliśmy na ścieżkę prowadzącą do reszty naszej grupy, ponieważ pierwsze  co usłyszałam idąc tą ścieżka to słowa JEZU UFAM TOBIE- podczas naszej nieobecności  nasza grupa śpiewała modląc się Koronką do Miłosierdzia Bożego o nasz powrót. To było jak słowo samego Boga skierowane do mnie, jakby chciał powiedzieć: „Dlaczego się bałaś ?. Wystarczy Mi zaufać, powierzyć się. Ja jestem Tym, który może wszystko.” W życiu nie ma przypadków. Wszystko czego doświadczam ma swój cel, ale tylko w Bogu mogę go odkryć. To On zabiega o mnie, o moje wyzwolenie, o to bym była szczęśliwa. On pierwszy wyciąga rękę ,a ja wiem że chcę tą rękę trzymać i iść za Nim, ucząc się zaufania.

Chwała Panu!