Jadąc na rekolekcje myślałam o tym, co chcę, żeby Pan Bóg we mnie uczynił. Zrobiłam w myślach własny plan, którego ostatnim etapem miało być zmartwychwstanie, ale na moich zasadach. Nie akceptowałam moich słabości , byłam zniechęcona i zmęczona walką z nimi, nie rozumiałam siebie samej i idąc po najniższej linii oporu, chcąc uniknąć dalszych zmagań i wchodzenia w głąb siebie z niecierpliwością czekałam, aż Pan wszystko ode mnie zabierze. Ale  przecież „ myśli Moje nie są myślami waszymi…”.

Każdego dnia Triduum Paschalnego poznawałam w czym tkwi  mój problem: to nie ja czekam na oczyszczenie, ale to Jezus czeka by dać mi nowe życie. Prosząc o te wszystkie zmiany we mnie, żadnych nie dostrzegałam, pozornie nic się nie działo, a jednak w tym czasie Jezus  zapraszał  mnie do PÓJŚCIA za Nim drogą wiodącą od śmierci do życia. Pójście- to znaczy porzucenie bierności i naiwnego myślenia, że przez  samo uczestnictwo w rekolekcjach i pochłanianie wszelkich treści,  stanę się nowym człowiekiem. To też wezwanie, aby w tym czasie skoncentrować się  przede wszystkim na Chrystusie, Który staje się Panem życia i śmierci. I rzeczywiście, Jezus każdego dnia pozwalał mi doświadczać, że- w cierpieniu krzyża, w ciszy pustego grobu, a przede wszystkim w radości Zmartwychwstania- jest cały dla mnie i właśnie w tych Tajemnicach Zbawienia przemienia mnie. Ten czas przejścia Pana przez moje serce, był dla mnie ogromną łaską i pozwolił mi zrozumieć, że najważniejsze zadanie na dziś, jutro i wieczność to otworzyć serce i zaprosić tam Chrystusa Zmartwychwstałego, a On w swojej mocy będzie zwyciężał we mnie to co sam zechce.

Chrystus Zmartwychwstał!

Chwała Panu !