• 1 Jan Paweł II.
    "Miłosierdzie Boże winien Kościół wyznawać i głosić je w całej prawdzie tego, co mówi nam o nim Objawienie. W codziennym życiu Kościoła rozbrzmiewa jakby nieustające echo tej wyrażonej w Biblii prawdy o miłosierdziu Boga poprzez liczne czytania świętej"
  • 2 św. Maksymilian Maria Kolbe
    "Możemy wybudować wiele kościołów. Ale jeśli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły będą puste".
  • 3 św. Faustyna Kowalska
    "Ma­my wy­powiadać prawdę, gdy in­ni mil­czą. Wy­rażać miłość i sza­cunek, gdy in­ni sieją niena­wiść. Za­mil­knąć, gdy in­ni mówią. Mod­lić się, gdy in­ni przek­li­nają. Pomóc, gdy in­ni nie chcą te­go czy­nić. Prze­baczyć, gdy in­ni nie pot­ra­fią. Cie­szyć się życiem, gdy in­ni je lekceważą."
  • 4 bł. Ks. Jerzy Popiełuszko
    "Ma­my wy­powiadać prawdę, gdy in­ni mil­czą. Wy­rażać miłość i sza­cunek, gdy in­ni sieją niena­wiść. Za­mil­knąć, gdy in­ni mówią. Mod­lić się, gdy in­ni przek­li­nają. Pomóc, gdy in­ni nie chcą te­go czy­nić. Prze­baczyć, gdy in­ni nie pot­ra­fią. Cie­szyć się życiem, gdy in­ni je lekceważą."
  • 5 Ojciec św. Franciszek
    "Bóg jest dla nas bardzo miłosierny. My również uczmy się być miłosierni dla innych, szczególnie tych, którzy cierpią."

FOTO

Jeszcze parę świadectw z oaz wakacyjnych

Drugi stopień Oazy Nowego Życia był moimi dotychczas najważniejszymi rekolekcjami w życiu. Już od pierwszych dni starałem się być bardzo dobrze nastawionym. Szybko odnalazłem się we wspólnocie, na spotkaniach byłem bardzo aktywny, a na wszelkich naukach słuchałem z zapartym tchem i stuprocentową uwagą. Jednak sam dobry humor nie był esencją tych rekolekcji, a wręcz przeciwnie - codzienne stawanie w prawdzie o sobie, wydobywanie swoich słabości, brudów na światło dzienne było więcej niż wymagające. Jednak skupiając się na księdze wyjścia, my sami wychodziliśmy od naszych zniewoleń, aby ostatecznie nieustannie podążać za Jezusem. Czułem, że właśnie On ciągle mi pomaga i do mnie mówi, czy to w chwilach radosnych, czy chwilach próby (a były i takie). Głębokie poznawanie siebie oraz pozbywanie się kajdan miało swój punkt kulminacyjny podczas niezapomnianego Exodusu. Obok tej całonocnej podróży najlepsze wspomnienia dotyczą samego Dnia Wspólnoty, podczas którego prawdziwie poczułem, że należę do wspólnoty Ruchu Światło-Życie oraz jak ta wspólnota wypełnia mnie Bożą miłością.

Te rekolekcje nie były dla mnie zwykłym "ładowaniem akumulatorów" ale już prędzej zanurzeniem się w Chrystusie i umocnieniem by w nim trwać na zawsze.

Chwała Panu

Stanisław II* ONŻ

Mam na imię Martyna. Na oazie znalazłam się chyba bardziej z przypadku niż z własnej inicjatywy i chęci. Przed tymi rekolekcjami moje życie było różnokolorowe czasem lepsze, gorsze. Ostatnie dwa lata były dla mnie ciężką próbą dowiedziałam się, że jestem chora. Leki, które dostałam uniemożliwiały mi moją pasję jaką jest piłka nożna. Na treningach czułam się coraz gorzej, bo szybciej się męczyłam. Odstawałam od innych zawodniczek formą. kiedy jakoś wszystko się unormowało nie miałam odwagi w pełni wrócić do klubu. wracałam kilka razy, ale i tak rezygnowałam. Umiejętności nie były już takie jak kiedyś. Ciągle jednak trenuję sama w domu głównie triki, bo miłość do tego sportu została. Kolejny rok jeszcze gorszy. Tym razem zachorowała mama i musiała zrezygnować z pracy by znaleźć taką w której może pracować. Widziałam jak z każdym dniem zamyka się w sobie. Krzyczała na mnie z byle powodu, a ja gasiłam to scyzorykiem, dlatego że miałam wrażenie, że nauczycielka, z którą będę musiała się rozstać niebawem docenia mnie bardziej niż mama. Takie miałam urojenia. To rozstanie ciężko przeżyłam i do tej pory tęsknię za nią, mniej, ale tęsknię. Prosiłam Boga, że jeżeli ja cierpię choć nie dostrzegałam tego, już taka byłam omotana to niech mama wreszcie uśmiechnie się. Pewnego dnia wracam ze szkoły i jest radość Dostała pracę. Zupełnie inna mama niż do tej pory. Wtedy poczułam, że Bóg mnie wysłuchał tej automatycznej modlitwy. No i w te wakacje trafiłam na oazę Zycie sprawiło mi niespodziankę. Doznałam akceptacji, poznałam Boga i porządnie się wyspowiadałam z wszystkiego co mi ciążyło. Teraz nie mogę zrozumieć moich rówieśników, że tak gnoją swoje życie. Nie chodzą do Kościoła, a przecież nie ma wspanialszego doświadczenia jak Ciało i Krew Chrystusa. Dlatego będę każdego namawiać na oazy żeby poczuł miłość i akceptację jak ja teraz.

Martyna I* ONŻ

Alleluja!

Zacznę od tego, że zanim pojechałam na ONŻ II° uważałam się za dość pobożną osobę. Wszystko co robiłam, a także to jak się zachowywałam uważałam za odpowiednie i zgodne z samą sobą. Już pierwszego dnia oazy uświadomiłam sobie jak bardzo się myliłam. Moją intencją całej oazy było oczyszczenie – oczyszczenie mojego serca z całego zła, z całej ciemności i wszystkiego co nie pochodzi od Pana – gorliwie każdego dnia się o to modliłam i pragnęłam tego całą sobą. Każdego dnia Bóg pokazywał mi wszystkie moje błędy, sytuacje, w których bardzo źle się zachowałam lub osoby, które zraniłam. Tak naprawdę poznawałam samą siebie, zobaczyłam jak "Zły" mydlił mi cały czas oczy i jak przez to niszczyłam swoje życie.

Zaczęło się oczywiście bardzo niewinnie, zaczęłam zaniedbywać Namiot Spotkania, nie pojechałam na rekolekcje z błahych powodów, zaczęłam zaniedbywać spotkania wspólnotowe, schole, którą teoretycznie prowadziłam - o wyjazdach takich jak Wiślica nie było mowy. Tylko jak teraz na to patrzę to nie wiem dlaczego ponieważ zawsze to lubiłam - dawało mi to siłę - Tak działa "Zły" robisz coś źle, ale myślisz, że to jest odpowiednie.

Każdy dzień oazy był dla mnie niezbędny, gdyż każdy sprawił, iż coś się zmieniało we mnie. Dużym przeżyciem była chodźmy droga krzyżowa. Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałam o co w niej chodzi, co się powinno myśleć w trakcie jej przeżywania. Jednak teraz było inaczej, przeżyłam ją jak nigdy w życiu. W trakcie świadectw, które towarzyszyły rozważaniom Bóg przypomniał mi najgorsze momenty mojego życia - dzieciństwo. Czułam niesamowity ból i żal, nie widziałam sensu w tym dlaczego sobie to przypomniałam akurat teraz i tutaj. Zrozumiałam w to w jednym ze świadectw, kiedy jedna z uczestniczek wspomniała, że przez drogę krzyżową łączymy się w bólu z Jezusem oraz że powinniśmy mu go ofiarować. Było to dla mnie takie olśnienie. O to chodziło! Po to Bóg rozdrapał moje rany, które kiedyś zamiotłam pod dywan, aby je wyleczyć oraz po to abym ja też mogła wybaczyć najbliższym. Tak się stało, ulga jaką poczułam była niesamowita.

Nie będę opisywać każdego momentu oazy, który na mnie wypłyną, gdyż musiałabym książkę napisać, ale nawiążę jeszcze do jednego z ważniejszych elementów jakim był Exodus. Wyjście, w którym człowiek musiał zmierzyć się sam ze sobą przez całą noc. Przez pierwsze pół godziny była pustka we mnie- kompletnie nie wiedziałam o czym mam myśleć, byłam ciekawa o czym inni myślą  i bardzo się bałam że nie przeżyje tego jak powinnam. Moje obawy okazały się zbędne, Bóg zaczął mi pokazywać osoby, z którymi powinnam pogadać, które powinnam przeprosić oraz podziękować po prostu za, że są. To było jak głos we mnie mówiący – Wyzwolenie się w Tobie dokona Zuzia, ale musisz też dać coś od siebie - Zaakceptowałam to i obiecałam sobie i Bogu, że zrobię to jak najszybciej.

 W jednym z ostatnich Namiotów Spotkania czytałam fragment, w którym Bóg powiedział, że mamy słuchać tego co mówi, ale żeby na tym nie poprzestawać - nie trafiło to do mnie. Przyjęłam i stwierdziłam, że ja nie mam z tym problemu. Bóg szybko to przetestował. Mianowicie podczas Dnia Wspólnoty, doświadczył mnie dość bolesnym doświadczeniem. Osoba, na której bardzo mi zależało, sprawiła mi niesamowitą przykrość. Ja przez łzy i ten ból, nie odwróciłam się od Boga, nie miałam żalu (pewnie miesiąc temu tak bym zareagowała) po prostu powiedziałam, że wierze w Jego plan na  moje życie i wiem że wyciągnie z tej sytuacji coś dobrego. Podczas Mszy oddałam cały mój smutek – wszystko tak naprawdę Panu Bogu i momentalnie zrobiło mi się trochę lżej. Na tyle lżej, iż byłam w stanie spełnić obietnice, którą złożyłam Bogu i przeprosiłam osobę, która sprawiła mi ta przykrość  za całe zło które jej wyrządziłam przed oazą, za każde złe słowo. W kolejnych dniach było mi ciężko, ale miłość, wsparcie i troskę jakiej doświadczyłam od wspólnoty była niewiarygodna. To też jest plus całej tej sytuacji. Zrozumiałam jak wielkim skarbem oraz darem jest wspólnota.  Nikt nie powiedział, że wyzwolenie z niewoli będzie proste i takie nie było - nie jest. Mimo to owoce wyzwolenia są obfite i warte zachodu. W dniu dzisiejszym dziękuje Panu Bogu za to doświadczenie, wiem, że było to potrzebne a nawet niezbędne. Wyszłam z tego dużo silniejsza i czuje się jakbym przeszła pozytywnie ten "test". Nigdy wcześniej nie miałam tak bliskiej i głębokiej relacji z Panem Bogiem. Widzę w Nim nie tylko Boga - stwórcę świata, ale także bliskiego mi przyjaciela, który zawsze mnie wysłucha i nigdy mnie nie opuści.  Dlatego też za wszystkie dary, łaski i owoce całej oazy z całego serca CHWAŁA PANU !.

Zuza Z II* ONŻ

Cześć, chciałabym się podzielić z Wami, moim świadectwem. Do czasu oazy, modlitwa była dla mnie obowiązkiem. Każdego dnia wiedziałam, że kiedy odmówię poranną oraz wieczorną modlitwę, nie będę miała grzechu. Na oazę pojechałam trochę zmuszona przez mamę i księdza, ponieważ na początku szukałam jakiegoś pretekstu, aby tylko zostać w domu, z powodu tego, że są wakacje. W ciągu dwóch lat, przeżyłam dość sporo sytuacji, w których uważałam, że Pan Bóg się ode mnie odwrócił, ponieważ rozstałam się z chłopakiem i stwierdziłam, że Boga już dla mnie nie ma. Dzięki tej oazie zmieniłam pogląd na swoje życie, przez ten czas odnalazłam w sobie Pana Boga, podczas adoracji wieczornych, oraz w napotkanych ludziach. Dzięki tej oazie przemyślałam wiele spraw, które nie dawały mi do tej pory spokoju. Podczas pobytu na rekolekcjach odnalazłam również drogę, którą powinnam dalej się kierować, jest to pomaganie potrzebującym.

Za to wszystko Chwała Panu

Zuzia I* ONŻ

W moim życiu od zawsze mniej lub bardziej czułem obecność Pana Boga. Było tak dzięki moim rodzicom, którzy przekazali mi swoją wiarę. Jezus jednak stał gdzieś w kącie mojego życia. Było dla mnie milion ważniejszych rzeczy niż wiara. Moje poczucie jego obecności sprowadzało się tylko do modlitwy, nie widziałem go w innych ludziach czy wydarzeniach w moim życiu  I tak żyłem przez kilka lat bez większych wzlotów i upadków, było to życie po najmniejszej lini oporu. Aż kilka miesięcy przed oazą moje życie zaczęło się zawalać. Skręciłem nogę w momencie w którym miałem tysiące planów na najbliższy czas, potem przyszły różne stany lękowe, zacząłem się bać rzeczy o których nigdy w życiu nie pomyślałbym że są straszne, myślałem że w każdej chwili mogę umrzeć. W pewnym momencie bałem się nawet wyjść z domu. Nie wiedziałem kompletnie co się ze mną dzieje.  Byłem wściekły na Pana Boga, że pozwolił na to wszystko, nie widziałem już żadnej nadziei. Był to okres w którym modliłem się tak dużo jak tylko potrafiłem, modliłem się ale nie potrafiłem odczytać znaków które Bóg mi dawał. Postanowiłem pojechać na oazę bo stwierdziłem, że jak ten wyjazd mi nie pomoże to już nic nie jest w stanie tego zrobić. Spodziewałem się, że uzdrowienie przyjdzie nagle, w jednej chwili, że w sekundę Bóg sprawi, że wszystko w moim życiu się zmieni. Jednak okazało się, że droga do Jezusa wygląda inaczej. Ciężko mi napisać o jednym konkretnym momencie który mnie dotknął bo On do mnie docierał bardzo stopniowo: przez sakrament pokuty i pojednania, dary Ducha Świętego których doświadczał ksiądz na naszej oazie, przez to jak działał na ludzi wokół. Najbardziej jednak przemówił do mnie w momencie kiedy miałem rozważać fragment z Listu do Rzymian mówiący o tym, że "Jeżeli Bóg jest z nami, któż przeciwko nam?". Zrozumiałem wtedy, że nie mam się czego bać, że On nie pozwoli żeby stało mi się coś złego. I, że ja nie muszę nic robić żeby zasłużyć na tą "ochronę". Wiem, że na świecie dzieje się wiele nieszczęść i zła ale ja wtedy naprawdę poczułem, że On mnie ochroni przed tym wszystkim. A nawet jeśli coś złego by się działo to przecież On jest większy i silniejszy niż całe to zło. Oczywiście, wszystko to o czym pisze nie miało by miejsca gdyby nie mocne doświadczenie wspólnoty i wsparcia od innych, bo żeby wszystkie te przeżycia mogły mieć miejsce trzeba poczuć się bezpiecznie w grupie ludzi, z którymi się jest i dlatego oaza to taki niezwykły czas. Zawsze kiedy wracałem z takich wyjazdów to po 1 czy 2 tygodniach wszystko wracało do normalności, ta relacja z Bogiem nie była taka żywa jak podczas oazy. Teraz, piszę to miesiąc po tym wyjeździe i wszystko się zmieniło. Jestem zszokowany jak różnie można patrzeć na sytuacje które nas dotykają. Bo z Bogiem wszystko okazuje się dużo prostsze niż jest.

Kuba I* ONŻ

Za to wszystko Chwała Panu! 

Alleluja!

Przed rekolekcjami prowadziłem  (jak mi się wydawało) całkiem  życie. Oczywiście, starałem modlić się codziennie, przystępowałem regularnie do spowiedzi, przyjmowałem Komunię Świętą... Jednak miałem wrażenie, że coś jest nie tak.

Na oazie Pan Bóg pokazał mi, iż prowadzę życie na własną rękę. Niby przyjąłem Chrystusa jako mojego przewodnika, ale jak przychodziła jakaś trudność, czy pokusa to: "Spokojnie, Panie Jezu, ja sobie poradzę". Kończyło się to porażką, upadkiem, gdyż sami życia sobie nie potrafię dobrze poukładać, ani ze złym walki wygrać. Gdy przyszedł czas przyjęcie Chrystusa na Pana i Zbawiciela postarałem się "wpuścić" Go we wszystkie sfery mego życia.
Jak się okazało moja pycha jest bardzo obszerna. Zrozumiałem, że każdy element życia jaki mnie spotyka, to tylko dzięki Niemu. Jeśli Bóg pozwoli mi się skupić to się skupię. To że przed Nim stoję, to nie dlatego, iż jestem taki super, tylko dzięki Jego łasce. Wszystko istnieje dzięki łasce.

Moja wiara była taka można powiedzieć "fajerwerkowa". Kiedy doświadczałem niesamowitych rzeczy na modlitwie, to trwałem przy nim. Pan pouczył mnie, że nie na tym wiara polega. Bóg czasem daje "Wow", ale np. po to, żeby, coś w nas pobudzić. Wszechmocny powoli oswaja mnie z tą prawdziwą wiarą.

Stworzyciel również przemawia poprzez Swoje Słowo. Poprzez losowe otworzenie stron otrzymałem fragment Am 1,6-8. Na początku go nie pojąłem o co Panu chodzi. Poprzez kolejne dni Najwyższy przekonywał mnie abym zostawił zafascynowanie mrokiem, agresją i brutalnością Przecież: "Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!" (Ef 5,8). Fragment z księgi Amosa umocnił mnie w tym, że mam "spalić" to co mnie zniewala.

 Pan przyszedł również w słowie Mt 5,21-26. Byłem wtedy po spowiedzi. Zrozumiałem, że Pan pojednuję się ze mną i chce, żebym pojednał się z bliźnimi. W sumie nigdy wcześniej nie przywiązywałem do tego większej wagi.

Za owoc tych niesamowitych rekolekcji: Chwała Panu!

Piotrek I* ONŻ

Amen!

Zacznę nietypowo świadectwo od właśnie tego krótkiego słowa. Jego znaczenia i sensu uczyłam się podczas tegorocznych rekolekcji.

Pierwszy turnus to Oaza Dzieci Bożych – najpierw wyjazd do Mszany był odpowiedzią na potrzebę kadrową – braku animatora. Jednak po kilku dniach okazało się, że moja posługa na Dzieciach Bożych była wielką przygodą odkrywania Boga, który jest Ojcem, w swoim Słowie dający się poznawać i głębiej zobaczyć kim jestem w Jego oczach. Słowo na rozpoczęcie rekolekcji w namiocie spotkania to fragment Ewangelii św. Jana – Wesele w Kanie Galilejskiej. To było słowo, które mnie prowadziło –  napełnianie stągwi codziennością: obecnością, rozmową, zabawą, modlitwą – a Pan Bóg przemieniał tą zwyczajność w coś najlepszego. Sens Eucharystii i jej znaczenie w moim życiu zaczęłam dostrzegać kiedy usłyszałam, że Pan Jezus dał się połamać dla mnie na Krzyżu. Ofiarował się, by mnie karmić sobą – dał się na maxa w całej swojej mocy i łasce. Zasiane ziarenka pozwoliły mi zobaczyć jak rozwija się fasolka, ale i moje życie duchowe zakorzenione w Bogu przez sakrament chrztu świętego. Z całą mocą wołaliśmy o Ducha Świętego i przychodził Święty, Niepojęty, tchnął miłość, którą nas ogarniał każdego dnia.

Drugi stopień Oazy Nowego Życia to bardzo wyczekany czas. Po 10 latach od bycia na dwójce – znalazłam się na niej po raz drugi, tym razem jako animator. Do Węglówki zaprowadziły mnie znów słowa z Ewangelii św. Jana „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.” (J 15,16) Kolejne 17 dni poznawania Boga, który JEST, zbawia, posyła i walczy. Pustynia była przestrzenią odnajdywania siebie, swoich pragnień – często ukrytych bardzo głęboko i słuchaniem głosu Boga. Każdy dzień był wchodzeniem w głąb wiary, modlitwy i sakramentów – co doprowadziło do złożenia moich grzechów, ciemności i słabości w kochającym sercu Boga.  Boga, który ma moc moje kamienne serce przemienić w serce z ciała, co stopniowo się dokonywało. Niewole, w jakich tkwię, Słowo, liturgia i wspólnota pozwoliły na to, by moje przekonanie o samowystarczalności legło w gruzach. Sakrament namaszczenia chorych podczas jednej z Eucharystii dał mi to odkryć. Lęk, jakiego doświadczałam widząc zapis w planie: „Sakrament namaszczenia chorych” był paraliżujący, najpierw nie wiedziałam skąd się wziął i dlaczego. Dotarło przed samą Eucharystią. Bałam się, że Bóg mnie uzdrowi – zwłaszcza w sferze ducha i nie będę mogła zrzucić wielu słabości, grzechów na to, że jestem chora duchowo. Sam sakrament był dla mnie aktem wiary, w to, że Pan Bóg sobie poradzi. I się zaczęło – śpiewaliśmy piosenkę (jak się okazało piosenkę oazy)

„Jezu cichy i serca pokornego,
Uczyń serca nasze według serca Twego!
Ty, który pocieszasz serca strapione,
Weź nasze - kamienne, a daj nam wcielone!”

Tak moje kamienne serce zaczęło mięknąć, zaczęło jeszcze mocniej chłonąć to wszystko co Bóg przygotował i czym obdarzał. Podobny lęk przyszedł przed Exodusem – który był moją Paschą, powrotem do Domu – do jedności, do serca Boga, które kocha, wyzwala według swojego najlepszego planu, a nie moich życzeń. Lęk przed wolnością, której tak bardzo pragnęłam oddałam Bogu i pozwoliłam po raz kolejny Jemu, by zakrólował i stał się moim jedynym Panem i Zbawicielem.

Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że 34 dni rekolekcji było uczeniem się, odkrywaniem i umocnieniem we mnie decyzji wyboru Jezusa, mówienie Mu „Amen” w każdej sytuacji i trwanie w Przymierzu, jakie zawarł ze mną w sakramencie chrztu. Tam ofiarował mi wolność Dziecka Bożego, które może wzrastać  będąc wszczepionym w Jego Bożą Miłość.

Chwała Panu!

Niech się tak stanie!

Amen, Amen, Jeden tylko jest Panem,

Amen, Amen, a Imię Jego jest Amen!

Ania II* ODB i II* ONŻ

Martyna ONŻ I*

Otóż przed wyjazdem bałam się, że nie dam rady duchowo. Gdy już wyjechaliśmy byłam bardzo szczęśliwa, poznałam wspaniałych ludzi i za to chwała Panu! Każdego dnia byłam coraz bliżej Pana, bardzo odczuwałam Jego obecność i to było wspaniałe. Gdy mieliśmy modlitwę z nałożeniem rąk i ksiądz modlił się nade mną czułam że Pan jest ze mną, z każdą modlitwą wieczorną odczuwałam coraz bardziej Jego obecność. Gdy był dzień w którym ewangelizowaliśmy ludzi na ulicy podeszliśmy do pewnego pana i zaczęliśmy z nim rozmawiać. Powiedział nam dość mocne świadectwo, pamiętam, że razem z moją koleżanką miałyśmy łzy w oczach. Wtedy uświadomiłam sobie jak Pan potrafi zmienić człowieka i nawrócić na Boże Drogi. Wieczorem była spowiedź, gdy powiedziałam wszystko co leżało mi na sercu poczułam jak Pan Bóg mnie przytula. Następnego dnia zadzwoniłam do rodziców i przeprosiłam za wszystko co zrobiłam źle i że wiele razy robiłam im przykrość. Mieliśmy również modlitwę o dary Ducha Świętego - wtedy dostałam Dar Śmiechu, po którym czułam się bardzo oczyszczona i szczęśliwa. Dziś pisząc to świadectwo, gdy przypominam sobie te wszystkie rzeczy, które dzięki Panu Bogu się  wydarzyły i że moje życie się tak zmieniło jestem całkiem innym człowiekiem dzięki naszemu Panu. Zmieniłam się i wiem że Bóg jest ze mną każdego dnia.   "Wszystko mogę w tym który mnie umacnia" Flp.4,13

Cookies

Ten serwis nie generuje własnych plików cookies ale korzystamy z narzędzia Google Analytics, z usług YouTube i innych, które to serwisy mogą korzystać z plików cookies. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Jak wyłączyć pliki cookie? Cookiesowa dyrektywa UE.

 

Copyright © 2017. OAZA Rights Reserved.


Facebook